We wstępnym okresie kształcenia najważniejsze jest, aby dzieci zachęcić, a nie zniechęcić. Doprowadzić do tego, żeby pokochały siatkówkę - mówi Piotr Cyniak, nauczyciel wychowania fizycznego w Szkole Podstawowej nr 1 w Bełchatowie i trener w sztabie szkoleniowym „Treningów z Mariuszem Wlazłym”.

Jak odciągnąć dzieci od współczesnych pokus, jakimi są komputery, gry czy telefony i zachęcić do uprawiania sportu?

To trudne zadanie, ale myślę, że robiąc to, co robimy z Mariuszem, czyli organizując siatkarskie treningi, zachęcamy dzieci i młodzieży do uprawiania nie tylko siatkówki, ale jakiegokolwiek sportu. Myślę, że osoby, które tak jak Mariusz, coś w sporcie osiągnęły, są chyba najlepszym autorytetem.

Jak wyglądają lekcje WF-u, które Pan prowadzi w szkole, na co kładzie Pan nacisk i jak stara się przekonać dzieci do sportu?

Przede wszystkim kładę nacisk na to, żeby dzieci nie siedziały na ławce. To jest główny cel, aby ćwiczyły. Chciałbym, żeby w dorosłym wieku biegały, tańczyły, grały w piłkę, pływały. Chciałbym, żeby WF nie kończył się wraz z edukacją w szkole, tylko, żeby aktywność była kontynuowana. Najtrudniejsze w lekcjach wychowania fizycznego jest dla mnie ocenianie. Myślę, że powinno się uciec od oceniania, a występowało zaliczenie, bądź nie i oceny za aktywność oraz postępy dziecka.

W jakim wieku powinna skończyć się zabawa, a powinny rozpocząć się bardziej profesjonalne treningi?

Uważam, że w V-VI klasie. Do tego czasu dziecko może uprawiać dwie dyscypliny, bo każda jest powiązana z drugą. Patrząc na siatkarzy z naszego miasta, niektórzy zaczynali nawet w wieku 15-16 lat i osiągnęli wyżyny. Sądzę, że jeśli ktoś ma talent i chce pracować, to nawet, gdy zacznie w VII klasie, powinien nadążyć za grupą.

Co jest najważniejsze we wstępnym okresie kształcenia młodych adeptów siatkówki?

W tym wstępnym – zachęcić dzieci. Zachęcić, a nie zniechęcić. To wyzwanie, ponieważ siatkówka, podobnie jak koszykówka, jest trudną grą, Trzeba zachęcić i doprowadzić do tego, żeby dzieci pokochały siatkówkę.


Jest Pan doświadczonym nauczycielem, jak zmieniły się metody nauczania w porównaniu z Pana okresem szkolnym?

Metody są podobne, tylko są inne dzieci, którym nie za bardzo chce się ruszać i jeżeli się spocą, to są z tego niezadowolone, niektórzy rodzice także. Metody są takie same. Szkoły chyba do końca też nie są przygotowane do „nowych czasów”. Nie ma złotego środka. Trzeba trafić na odpowiednie dzieci, które chcą, wiele zależy też od nauczyciela, a dyrektorzy powinni traktować WF tak samo, jak język polski i matematykę. Myślę, że wtedy będzie zdecydowanie lepiej.

Jak ocenia Pan obecne zainteresowanie dyscypliną?

Zainteresowanie jest. W każdej szkole jest grupa, która chciałaby ćwiczyć. W Bełchatowie jest bardzo dużo dzieci, które chcą trenować, tylko czasem chyba nie wiedzą, jak mogą zacząć. W mieście prowadzone są też zajęcia z innych dyscyplin, piłki nożnej czy koszykówki. Dzieci mają wiele możliwości, tylko czasem o tym nie wiedzą. Myślę, że szkoły powinny jeszcze bardziej zachęcić. Powinno się kłaść jeszcze większy nacisk na współpracę ze szkołami, klubami, a gdyby nasi mistrzowie świata i Europy w miarę możliwości częściej odwiedzali szkoły, nie tylko rozmawiali, ale i uczestniczyli aktywniej, byłoby jeszcze lepiej.

Co przynosi Panu największą satysfakcję jako nauczycielowi i trenerowi?

Uśmiech na buzi i radość.  

 

Partnerzy Fundacji

Fundacja Mariusza Wlazłego © 2018 Wszelkie Prawa Zastrzeżone.