Znamy już opinię naszych uczniów, a co na temat szkolenia w klasach sportowo-językowych myślą ich rodzice? Kontynuujemy cykl rozmów z opiekunami naszych podopiecznych. Tym razem poznacie żeński punkt widzenia. Zachęcamy do przeczytania wywiadu z Moniką Kolanek - mamą Michała z 5 S.

Michał ma już za sobą trzy semestry w klasie sportowo-językowej pod patronatem Mariusza Wlazłego. Jak ocenia Pani tę inicjatywę?
Monika Kolanek:
Jesteśmy bardzo zadowoleni, że Michał mógł znaleźć się w takiej klasie. Ja jako mama szczególnie doceniam sporą ilość godzin języka angielskiego na bardzo dobrym poziomie oraz rolę wychowawcy, p. Cyniaka, która jest nieoceniona. Ale równie ważne są dla mnie treningi siatkówki. Formuła zajęć jest tak skonstruowana, że dzieci mogą rozwijać się i doskonalić pod względem motorycznym i technicznym na świetnym poziomie. Koniecznie chcę również podkreślić rolę Pauliny, bo dzięki jej zaangażowaniu dzieci mają okazję brać udział we wspaniale zorganizowanych obozach sportowych, różnego rodzaju wydarzeniach, nie tylko sportowych, ale także kulturalnych.

Dzieci mają bardzo obszerny program zajęć. Czy Michał nie jest zmęczony, kiedy wraca do domu?
- Wydaje się, że dzieci mają dużo więcej energii niż my dorośli, czasem trudno je zmęczyć. A jeśli tak jak w tej klasie podstawowej, obowiązkowe lekcje są przeplatane tymi nadprogramowymi np. zajęcia z trenerem mentalnym, z dietetykiem, treningi z p. Piotrem, to nie można się nudzić i nie można mieć dość.

Michał ma trenera w szkole, na treningach i… w domu. Czy jako syn zawodowego trenera ma on łatwiej, czy wręcz przeciwnie?
- Myślę, że Michał wbrew pozorom ma nieco trudniej, bo ciąży na nim swego rodzaju presja. A jednocześnie praca męża jest bardzo wymagająca, również pod kątem czasu, którego niestety przyznaję, że dla rodziny zostaje bardzo niewiele. Jest to trudne dla mnie, dla Michała, ale też dla męża, który chciałby poświęcać nam więcej czasu, ale jest to po prostu niemożliwe. Na szczęście Michał ma wspaniałego wychowawcę, lepszego nie mogłam sobie wymarzyć dla mojego dziecka i jestem spokojna o jego rozwój fizyczny jak i psychiczny.



W Państwa domu chyba trudno jest oddzielić życie prywatne od siatkówki. Jak odnajduje się Pani w tej sytuacji będąc żoną trenera i mamą młodego sportowca?
- Siatkówka w naszym domu jest od zawsze, a w trakcie sezonu gra nawet główną rolę. Wszystko, łącznie z rodzinnymi uroczystościami jest podporządkowane pod treningi i mecze. Nie będę oszukiwać, że jest to łatwe, ale przyzwyczailiśmy się już wszyscy do tego i cieszymy się na każde kolejne wydarzenie sportowe, mocno trzymamy kciuki i gorąco kibicujemy, nie wyłączając najmłodszej naszej dwuletniej pociechy.

Chciałaby Pani, żeby syn tak jak jego tata został sportowcem?
- Na tę chwilę wydaje mi się, że Michał traktuje siatkówkę jak dobrą zabawę i ja się cieszę z takiego podejścia. A czy będzie chciał uprawiać ten sport zawodowo to już jego decyzja w przyszłości. Na pewno z naszej strony rodziców nie będzie żadnych nacisków. Cieszę się, że w tej klasie ma stosunkowo dużą ilość godzin w-fu, treningów. To w dobie Internetu, komputerów, tabletów itd. bardzo ważne.

Kto chodzi na zebrania: Pani, czy mąż?
- Zdecydowanie mąż, miejsce pracy Radka to hala przy szkole, więc choćby z tego względu to mąż ma ułatwiony kontakt z wychowawcą Michała.

Jak w aktualnej sytuacji radzi sobie Michał z nauką w domu?
- Sytuacja jest wyjątkowa i sposób nauki też wyjątkowy. Mimo wszelkich starań nauczycieli, Michał tęskni za prawdziwymi lekcjami w szkolnej klasie, z kolegami obok. Chwilami brakuje trochę motywacji do nauki, ale musimy jakoś przetrwać ten trudny czas. A z drugiej strony mam nadzieję, że nauczy to trochę Michała samodzielności.