Znamy już opinię naszych uczniów, a co na temat szkolenia w klasach sportowo-językowych myślą ich rodzice? Kontynuujemy nowy cykl rozmów z opiekunami naszych podopiecznych. Jako trzeci na pytania odpowiedział Pan Witold Chlebicz - tata Antka z 5 S.

Jak ocenia Pan trzy semestry w klasie sportowo-językowej pod patronatem Mariusza Wlazłego?

Witold Chlebicz: Bardzo dobrze. Organizacja klasy dzięki Paulinie jest perfekcyjna. Jest bardzo dużo super wyjazdów dla dzieci. Patron też nie próżnuje i od czasu do czasu organizuje różne gadżety dla dzieci. Nie mogę też zapomnieć o roli wychowawcy, który jest bardzo zaangażowany w treningi i prowadzenie lekcji WF-u. A wyniki w nauce... cóż - raz lepiej raz gorzej, jak to w życiu.

Jak radzi sobie Antek z pogodzeniem tak wielu obowiązków? Dojazdy do szkoły, nauka, treningi...

- Myślę, że Antek radzi sobie lepiej niż ja z żoną. Nieprawdopodobne jest to, że on codziennie wstaje o 6 rano z uśmiechem na buzi i wypowiada swoje magiczne słowa "jedziemy, bo nie chcę się spóźnić". Bierze termos z herbatą, kanapkę lub banana i ruszamy do szkoły. Jeśli chodzi o treningi to jest bardzo zadowolony, że może w nich uczestniczyć, mimo że wracamy wtedy bardzo późno, bo około 18. A nauka? Zawsze może być lepiej.

Aktywnie włączył się Pan w życie klasy. Pana syn zawsze może na Pana liczyć, pozostali uczniowie również (m.in. jeśli chodzi o dojazdy na turnieje i powroty z nich na mecze Skry, jak i wyjazdy na mecze drużyny Bełchatowa). Jak ważne jest wsparcie młodych sportowców przez rodziców?

- Wspieranie małego sportowca jest bardzo ważne. To wspólne przeżywanie jego porażek i sukcesów, ale pamiętajmy, że końcowy efekt nie jest tak ważny, jak wszystkie te pozytywne rzeczy, których uczy się dziecko podczas współzawodnictwa – współpracy z kolegami z drużyny, wspierania innych, kiedy pociesza kolegę, któremu coś nie wyszło, współczucia dla drużyny lub przeciwnika, który wygrał, radości ze wspólnego zwycięstwa, dumy z efektów swoich treningów… i wytrwałości w treningu – rozwijania pasji, którą uwielbia.

A jak narodziła się Pana pasja do siatkówki i jak „zaraził się” nią syn?

- Wszystko zaczęło się po Mistrzostwach Świata Polsce. Antoś miał wtedy 5 lat. Kupiliśmy karnety na mecze Skry i pojechaliśmy na pierwszy mecz. „Zarażanie” nie było proste. Pierwszy mecz i na drugim secie Antoś zasnął. Potem kilka meczów oglądałem z córką, gdyż Antek nie chciał jeździć. Później jednak coś drgnęło i nie opuszczaliśmy już meczów, a zaczęliśmy też jeździć na wyjazdy. Jeden bardzo utkwił mi w pamięci. To był mecz w Gdańsku z Treflem o wejście do finału. Wielka sobota, godz. 20:30 i oczywiście my na trybunach. Niestety, porażka i szczere łzy Antka po porażce. Pamiętam, że wróciliśmy prosto na wielkanocne śniadanie.

W Państwa domu chyba siatkówka jest wszechobecna: mecze domowe i wyjazdowe Skry, licytacje siatkarskie... Coś jeszcze?

- Tak. Na strychu w domu mamy jeszcze mini boisko do siatkówki. Jeśli jest czas, to bardzo lubimy pojechać na domowe, jak i wyjazdowe mecze Skry. Jeśli chodzi o licytacje, to staramy się pomagać różnym fundacjom, a przy okazji zrobić naszym dzieciom jakieś niespodzianki.

Dlaczego Pana zdaniem powinny powstawać kolejne klasy sportowo-językowe pod patronatem Mariusza Wlazłego?

- Dlatego, że sport kształtuje charakter uczniów – stają się oni zmotywowani do działania, posiadają silną wolę i chęć samorealizacji. Dodatkowo, od młodych lat uczą się organizacji. Muszą tak zaplanować swoje obowiązki, by znaleźć czas także na przyjemności. Wyznaczają sobie cele w życiu i do nich dążą. Klasa sportowa pod patronatem Mariusza Wlazłego to bardzo dobry wybór, o ile samo dziecko jest nią zainteresowane. Rozwój fizyczny, jaki zapewnia taka klasa, sprawia, że odnosi ono sukcesy nie tylko w sporcie, ale także w innych sferach życia. Dziecko uczy się pewnych zdrowych nawyków, które są przydatne podczas całego życia. Mimo ukończenia szkoły, takie osoby z chęcią spędzają czas na zewnątrz i uprawiają sporty – co wpływa na ich lepszy stan zdrowia. Nawyki z dzieciństwa procentują w dalszym życiu. Klasy te również bardzo zbliżają uczniów – przyjaźnie powstają dzięki wspólnej pasji. Podczas wyjazdów, obozów, treningów i zawodów, dzieci uczą się obowiązku pomocy innym oraz współpracy.

Fot. Paweł Piotrowski