Kilka lat temu zainspirował Mariusza Wlazłego do zorganizowania siatkarskich campów. W Łodzi odwiedził uczestników naszych treningów jako gość i sam przekonał się jak wyglądają "od środka".

Jak bawi się Pan na Treningach z Mariuszem Wlazłym?

Marcin Gortat: Muszę przyznać, że są intensywnie, to jest na pewno coś, co mają tutaj dzieciaki. Dla nich jest to bardzo ważne, bo chodziło o to, aby przyjść, popracować, spocić się trochę. To nie jest jarmark i rozdawanie nagród tylko trening, na którym mogą się czegoś nauczyć. Dużą niespodzianką było dla mnie, że mogłem rozegrać z Mariuszem kilka meczów, to niesamowita rzecz i dla mnie nowość.

Stworzyliście ciekawy duet.

- Improwizowałem, na tyle, co widziałem Mariusza grającego czy to w telewizji, czy w Arenie. Nie da się ukryć, że momentami nie wiedziałem jak zagrać, a Mariusz ma swoje nawyki z siatkówki wpojone, czy też zgranie z innymi kolegami z zespołu. Ja - jakby to kolokwialnie powiedzieć - czasami wystawiałem piłkę nie tam, gdzie on był. Ale mimo wszystko niesamowite było z nim pograć. Ja myślałem, że piłka jest stracona, a on nagle ją ratował i to dla mnie było coś niesamowitego.



Jak Pan jako doświadczony organizator campów dla dzieci ocenia Treningi prowadzone przez Mariusza Wlazłego?

- Przede wszystkim jest to inny sport. To, co u was jest trudniejsze, to fakt, że potrzebujecie pełnych boisk, czy powiedzmy tych połówek. Na każdej hali możecie rozstawić maksymalnie 2, może 3 boiska i to sprawia, że jesteście przez to ograniczeni. Aczkolwiek widzę, że jest wielu bardzo dobrych trenerów, macie już zgranie, co jest bardzo ważne, swój system - to jest coś, co sprawia, że camp jest naprawdę udany. Dodatkowo to, że Mariusz może poświęcić czas z każdym dzieckiem, wykonać kilka wymian, podań, czy jak ścina, zagrywa - to jest coś niesamowitego dla tego dziecka. Ono to zapamiętuje. Gdy z nim grałem, z każdym dzieckiem "przybiliśmy piątkę", z każdym odbiliśmy piłkę i to było naprawdę coś fajnego. Tak jak powiedziałem dzieci będą na tym korzystały.

Co podpatrzył Pan na Treningach z Mariuszem Wlazłym i chciałby wykorzystać na swoich campach?

- Pierwsza rzecz, którą na pewno zrobię, to muszę mieć własne obrandowanie siatki. Widziałem, że niektóre rzeczy macie przygotowane wcześniej, piłki mają podpisy, u mnie nie wszystkie zawsze je miały i to jest rzecz, która dla Mariusza na pewno jest dobra i odejmuje mu czas na koniec treningu. To są takie rzeczy, które wyłapałem na szybko.